sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 1

Hermiona

Czuję się wykończona. Odzwyczaiłam się od bycia człowiekiem i chodzenia na dwóch nogach. Czuję się jakbym tutaj nie pasowałam. Nie powinnam tutaj być, z milionami ludzi, których nawet nie znam. Gratulują mi książki, ale nie czuję się z niej dumna. Miała ona zmienić świat, pomóc znaleźć wspólny język mężczyzn i kobiet. Tymczasem stała się durnym poradnikiem, którym ludzie nie potrafią się nawet posługiwać.
I kolejna ręka do ściśnięcia, ale ten uścisk jest inny, tak jakby mocniejszy, te oczy są znajome. Chwilę się zastanawiam nim dochodzi do mnie fakt, kto stoi przede mną. Muskularne ciało, radosne oczy, uśmiechając się do mnie ukazuje swoje dołeczki. W szkole nie zamieniliśmy ani jednego słowa. Ale go pamiętam: przecież to Blaise Zabini, jeden ze ślizgonów, maniak czystej krwi.
- Gratulacje - mówi do mnie, ale nie wiem czy ufam jego szczeremu tonowi - ta książka odmieniła nasze życie na lepsze.
Dopiero teraz widzę niższą o głowę dziewczynę stojącą obok niego. Trzymają się za ręce i uśmiechają do siebie. Nagle mnie olśniło, ją też znam, to przecież Ginny Weasley. Jakim cudem ? Oni razem ? Przecież w szkole się nienawidzili, sama pamiętam setki wyzwisk, które rzucali pod swoim adresem.
- Witaj Hermiono, sporo czasu minęło, gdzie się podziewałaś ? - słowa rudej przebijają się do mnie przez plątaninę myśli.
- Witaj Ginevro, no wiesz jak to ze mną bywa, szukałam swojego miejsca na ziemi.
- Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa. Chciałam Ci również podziękować.
- Podziękować ? Za co, przecież nic takiego nie zrobiłam.
- Odmieniłaś nas, pozwoliłaś siebie zrozumieć - mówi wskazując na swojego partnera.
Nie wierze im. Moja książka to pomyłka, a ludzie się nie zmieniają. Świat już za dużo poznał przemocy od naszej rasy. Lecz uśmiecham się do nich i kiwam głową. Chyba widzą, ze nie wierze im, ale nic mi nie mówią. Widzę jak odchodzą, szczęśliwi nie przejmując się moim zachowaniem.
Zostało jeszcze dwie godziny. Dwie godziny istnej męczarni. Wiem, że jeżeli napiłabym się chociaż troszkę wina lub innego alkoholu, czas płynąłby szybciej, albo przynajmniej nie męczyłabym się tak bardzo. Ale już dawno wyzbyłam się picia, chociaż nigdy nie nadużywałam takich rzeczy. Teraz żyłam inaczej, żyłam naprawdę.

Draco

Widziałem ją cały czas odkąd tylko się pojawiła. Taktują ją jak Boga, a ona całkowicie nie zwraca na nich uwagi. Jest tutaj, ale tak jakby jej nie było. Rzadko się uśmiecha, choć w sumie źle to określiłem, uśmiecha się cały czas, ale żaden z tych uśmiechów nie jest szczery. Nikogo nie zachęca do rozmowy. Widzę jak podchodzi do niej młoda Weasley razem z Zabinim, ale ona szybko ich zbywa. Zaskakuje mnie tym. Przecież za czasów szkoły te dwie flądry były nierozłączne, a teraz nie potrafią ze sobą rozmawiać dłużej niż pięć minut. Odczekuję jeszcze jakieś pół godziny i zamierzam do niej podejść. Tłum się już rozrzedził, większość osób poszło na parkiet, niektóry pojechali już do domu. Polowanie czas zacząć !
Zbliżam się do niej powili, próbuję uchwycić jej wzrok, ale ona nie pozwala mi na to. Nikogo nie szuka, nikogo nie wypatruję. Podchodząc do niej, widzę jak bardzo się zmieniła, jej sylwetka zachwyca, jej włosy ułożone w zgrabny kok kuszą, aby je uwolnić, jej ruchy są zmysłowe, a raczej... no cóż trudno to określić, ale są apetyczne. Widzę w niej prawdziwą kobietę, która potrafiłabym rozkochać w sobie każdego. Ale jej oczy... wygląda na zastraszoną, zupełnie jakby czuła się zaszczutą zwierzyną. W końcu pochwyciła mój wzrok.
- Pięknie wyglądasz - nie kłamię, sam zdaje sobie z tego sprawę po dłuższej chwili, nagle cała ochota aby zaciągnąć ją do łóżka spada na drugi plan. Teraz interesują mnie te oczy, coś w nich jest co każe się zatrzymać.
- Dziękuję - posyła mi kolejny uśmiech, ten uśmiech który nie ukazuję żadnych emocji.
- Pozwolisz na jeden taniec ?- pytam wyciągając do niej rękę.
Przyjmuje ją z lekkim skinieniem głowy. Jej dłoń jest ciepła, czuję wręcz, że przechodzi mnie dreszcz od koniuszków palców aż po cały kręgosłup. Nigdy się z tym nie spotkałem, to uczucie jest inne. Wiem co powiedziałyby wszystkie nastolatki i kury domowe... to miłość. Ale to wcale nie jest miłość. Nic do niej nie czuję, nigdy nie czułem. Ale mimo wszystko podoba mi się to co dzieje się tu i teraz.
Sala jest prawie pełna. Gdy wchodzimy rozbrzmiewają już pierwsze takty walca wiedeńskiego. Prowadzę nas na bok i zaczynamy tańczyć razem z tłumem. Hermiona nie zerka w moje oczu ani razu, i nie wiem dlaczego ale jest to dla mnie udręka. Ja naprawdę chcę widzieć jej oczy. Unoszę jej podbródek tak, że nareszcie widzę te piękne orzechowe tęczówki. Wtedy to poczułem... impuls, który poruszył moim sercem. Zaczynam podejrzewać, że te wszystkie nastolatki i kury domowe mogę mieć racje. Chyba się w niej zakochuje.
Nie rozumiem dokładnie jak to działa. Ale czuję to wyraźnie i mocno. Jednak te oczy pozostają nadal smutne. A muzyka powoli milknie co oznacza koniec naszego tańca. Ja chce więcej, lecz czuję, że jej ciepła dłoń gdzieś znika. Oj tak łatwo ode mnie nie uciekniesz...

CDN

środa, 21 stycznia 2015

Prolog

Nie mogę w to uwierzyć, Hermiona Granger stała się najpopularniejszą czarownicą na całym świecie. Każdy mężczyzna w magicznym świecie zna jej imię, dla każdego z nich jest boginią, lecz nie dla mnie. Muszę przyznać, że mnie zaskoczyła gdy wydała swoją pierwszą książkę pod tytułem : " Jak zrozumieć kobietę", która stała się bestselerem numer jeden. Każdy czarodziej posiada minimum jeden egzemplarz w swoim domu. ja również. To właśnie przez tą książkę zaliczyłem miliony dziewczyn. Został mi już tylko jeden cel : sama autorka. Nikt nie wie gdzie przebywa aktualnie, nawet jej agent. Wiem jednak, że będzie na sobotnim bankiecie z okazji uczczenia jej sukcesu. Również się tam wybieram, ale nie po to by uczcić jej sukces. W sumie nawet nie wiem, czy uważa książkę za swój sukces. Kiedyś usłyszałem, że jej marzeniem było zmienienie świata, sprawienie by stał się lepszym miejscem. W sumie, teraz jest lepiej, Czarny Pan nie żyje i jest w tym także i jej zasługa, śmierciożercy (w tym też ja ) zostali uniewinnieni, co nie oznacza, że ludzie zapomnieli. Oni pamiętają lecz pozwalają nam wspólnie egzystować. Możecie mi wierzyć bycie śmierciożercą zmienia cię na całe życie. Tu nawet nie chodzi o to, że przegrałeś, ale o fakt, że czujesz się nikim, nic nie wartym człowiekiem, który sprzedał życie diabłu. Jedno wiem na pewno, nigdy nie pozbędę się znaku, który szpeci moje lewe przedramię. On zostanie na zawsze, tak jak moja pokaleczona dusza. Ktokolwiek myśli, że jest sposób aby ją uzdrowić ma rację.  Jest jeden jedyny sposób, ale nie jestem jeszcze w stanie zrezygnować z mojej marnej egzystencji. Dawniej czułem się kimś, miałem potęgę władzę i bogatych rodziców. Dzisiaj mimo iż ma to wszystko a poza tym każdą kobietę o której tylko pomyślę czuję się nikim. Co dziwne, myślę o kobietach, ale już ich nie pragnę, oczywiście że mnie pociągają, ale wiem że żadna mnie nie zaspokoi. Już od pięciu lat nie zasnąłem u boku kobiety, zawsze gdy ona zasypia wtulona w mój tors ja myślę o tym co będę robić jutro. Nigdy żadnej nie powiedziałem dziękuję, chociaż każda tego wymagała...
I tak oto egzystuję zastanawiając się nad sensem i milionami spraw. Nie jestem aniołem, co zabawniejsze nigdy nim nie byłem, choć wielu mnie za niego uważało. Moim celem jest doczekanie soboty i ujrzenie Granger, nie widziałem jej od 6 lat, od ukończenia szkoły. Podobno niesamowicie się zmieniła Hmmm... sam to ocenie.


***
Oto prolog, zapraszam do czytania. ich historia będzie krótka ale inna niż wszystkie. Postanowiłam pisać pierwszoosobowa. Będą wypowiedzi zarówno Draco jak i Hermiony. Proszę o szczere komentarze i wasz opinie. Pierwszy rozdział w przyszłym tygodniu.